W poszukiwaniu nowego świata

ARTUR MATYS

Niewiedza na temat współpracy Mariusza Wilka z „Młodą Polską” ma zapewne wiele przyczyn. Jedną z nich może być ta, że na polskim rynku nie ma do tej pory krytycznego opracowania na temat twórczości Wilka, tak samo jak nie ma łatwo dostępnej monografii na temat MP.

 

Inną prawdopodobną przyczyną jest czas. Minęło już dwadzieścia lat od zakończenia działalności tygodnika, a prawie tyle samo czasu Wilk mieszka już i tworzy w Rosji. Na przekór zawodnej pamięci spróbuję przypomnieć jak było naprawdę.

Kiedy mówi się lub pisze o twórczości literackiej Mariusza Wilka (ur. 1955), najpierw wymienia się jego książki: Konspirę (1984), Wilczy notes (1998), Wołokę (2005), Dom nad Oniego (2006) i Tropami rena (2007). To zrozumiałe. Konspira, na którą składają się wywiady z ukrywającymi się w czasie stanu wojennego liderami solidarnościowego podziemia, jest jedną z najciekawszych książek-świadectw swojego czasu. Obok Onych Teresy Torańskiej z 1985 roku, Konspira była, i ciągle jest, przykładem znakomitego posługiwania się wywiadem, jako gatunkiem publicystyczno-literackim, zarówno przy budowaniu portretów pojedynczych bohaterów, jak również przy kreowaniu panoramicznego obrazu społeczno-historycznego. W ciągu zaledwie kilku lat od pierwszego wydania książka doczekała się kilkunastu polskich i wielu zagranicznych edycji. Pamiętam jak podczas pobytu w Moskwie w roku 1990 znajomi Rosjanie pokazywali mi Nieliegały – rosyjskojęzyczne wydanie Konspiry opublikowane w Londynie. Widziałem też świetnie wydane tłumaczenie amerykańskie. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych Wilk wyjechał z Polski i zamieszkał w Rosji, rozpoczął współpracę z paryską „Kulturą”, która w 1997 roku przyznała mu Nagrodę Literacką im. Zygmunta Hertza. Było to wielkie wyróżnienie, jeśli się pamięta, że laureatami nagrody „Kultury” w poprzednich latach byli tak wybitni twórcy polskiej literatury jak Czesław Miłosz, Marian Brandys, Włodzimierz Odojewski, Jarosław Rymkiewicz czy Adam Zagajewski. Pierwsze napisane przez Wilka w Rosji książki - Wilczy notes i Wołoka spotkały się nie tylko z dobrym przyjęciem polskich czytelników, ale były także nominowane do literackiej nagrody Nike. Kolejne dwie - Dom nad Oniego i Tropami Rena trafiały już do licznego i wiernego grona odbiorców.

Dużo rzadziej wymienia się Wilka jako publicystę i korespondenta prasowego. Jeśli już pojawiają się takie informacje, to dotyczą tekstów Wilka publikowanych na łamach „Gazety Gdańskiej, paryskiej „Kultury”, „Zeszytów Literackich”, „Przeglądu Politycznego” czy „Rzeczpospolitej(dodatekPlus – Minus”). Natomiast jest nieomal nieobecny, zarówno w wypowiedziach samego pisarza jak i jego krytyków, fakt współpracy Mariusza Wilka z prawicowym tygodnikiem katolickim „Młoda Polska” (1989–1991). Jest to o tyle zastanawiające, że w „Młodej Polsce” ukazało się więcej tekstów niż np. na łamach liberalnego „Przeglądu Politycznego”.

„Młodą Polskę” założyła, jesienią 1989 roku w Gdańsku, grupa dwudziestokilkulatków, którzy w większości byli „wychowankami” prawicowego Ruchu Młodej Polski. W redakcji znaleźli się m.in., znani z późniejszej aktywności medialnej i politycznej, Wiesław Walendziak, Jarosław Sellin, Jacek Rusiecki, Adam Pawłowicz, Wojciech Turek, Arkadiusz Siwko, Jacek Turczyński czy Maciej Srebro. Tygodnik otwarcie artykułował swoje religijne i polityczne poglądy, te ostatnie sytuując po prawej stronie sceny politycznej. Redakcja „Młodej Polski” była mocno krytyczna wobec zbyt wolnego, w jej przekonaniu, tempa, reform ekonomicznych i politycznych wprowadzanych w Polsce przez rząd Tadeusza Mazowieckiego, chociaż generalnie utożsamiała się z kierunkiem tych zmian. W wyborach prezydenckich 1990 roku tygodnik poparł jednoznacznie Lecha Wałęsę. Podobnie jak wiele innych czasopism, które się wówczas ukazywały, z powodów ekonomicznych tygodnik został zamknięty w marcu 1991 roku. Co było jednak nieczęstym zjawiskiem tamtego czasu, „Młoda Polska” nie pozostawiła za sobą finansowych długów.

Niewiedza na temat współpracy Mariusza Wilka z „Młodą Polską” ma zapewne wiele przyczyn. Jedną z nich może być ta, że na polskim rynku nie ma do tej pory krytycznego opracowania na temat twórczości Wilka, tak samo jak nie ma łatwo dostępnej monografii na temat tygodnika „Młoda Polska”. Inną prawdopodobną przyczyną jest czas. Minęło już dwadzieścia lat od zakończenia działalności tygodnika, a prawie tyle samo czasu Wilk mieszka już i tworzy w Rosji. Na przekór zawodnej pamięci spróbuję przypomnieć jak było naprawdę.

Notes gdański

Pierwszy tekst Wilka w „Młodej Polsce” - Madonna o rysach Róży Luksemburg, ukazał się w grudniu 1989 roku (MP nr 6, 2.12.1989). Wilk sięgnął w nim po, wyeksponowaną w tytule, wypowiedź Güntera Grassa, niemieckiego pisarza - noblisty o zdecydowanie lewicowych poglądach, bardzo krytycznego czy wręcz uprzedzonego do Kościoła i Jana Pawła II. Być może propozycja skierowania do druku właśnie takiego materiału, z prowokacyjnym cytatem w tytule, była próbą wysondowania przez Wilka granicy swobody dziennikarskiej na łamach katolickiego i prawicowego pisma. (Róża Luksemburg była nie tylko „żywym płomieniem rewolucji” i zagorzałym antyklerykałem, ale także współzałożycielką Komunistycznej Partii Niemiec i przeciwnikiem odbudowy państwowości polskiej. Jeśli cokolwiek łączyło Różę Luksemburg z Madonną – Matką Bożą to mogły to być płeć, żydowskie pochodzenie i żarliwa wiara w - skądinąd zupełnie inne - ideały.) Tekst ukazał się bez jakichkolwiek skreśleń i pojawiło się w nim zdanie, które dobrze charakteryzowało nie tylko ówczesną postawę samego Mariusza Wilka, ale także części zespołu redakcyjnego „Młodej Polski”: „Nie chciałbym oceniać, która z wypowiedzi [Grassa] była prowokacją, a która interesującym odejściem od prawdy. Nie podzielam poglądów politycznych Güntera Grassa, a jednocześnie podziwiam jego niezależność intelektualną, cenię w nim wielkiego pisarza, jest mi bliski jako gdańszczanin. Tylko czy pisarz, zwłaszcza wielki, w ogóle powinien czynnie uczestniczyć w polityce?” Tekst otwierał cykl felietonów pod nazwą Notes gdański, który miał prezentować refleksje Wilka dotyczące współczesnego Gdańska, a raczej współczesnej Polski obserwowanej przez pryzmat Gdańska. W kolejnym felietonie pt. Odpowiedzialność i szmal (MP/8, 16.12.1989) Wilk sięgnął po zapiski rozmów z Maciejem Płażyńskim, współzałożycielem i prezesem gdańskiej Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych „Świetlik”, przemianowanej później na „Gdańsk”, w której Wilk też jakiś czas pracował jako malarz wysokościowy. Wilk zastanawiał się czy w warunkach „polskiego kapitalizmu” uda się uchronić takie wartości etyczne jak solidarność, bezinteresowność, ofiarność, które od chwili założenia obowiązywały w spółdzielni „Gdańsk”. Wilk był sceptyczny i, chyba, rozgoryczony: „Dzisiaj, gdy czyny społeczne zostały odesłane do lamusa historii, gdy na ustach wszystkich są hasła przedsiębiorczość, konkurencja, wolny rynek, brygada Dziadka na Pomniku Poległych Stoczniowców jest, być może, anachronizmem – jak sam Dziadek”. Wyjaśniam, że Dziadek to pseudonim Lecha Kosiaka, jednego z brygadzistów spółdzielni, lidera strajków stoczniowych z maja i sierpnia 1988 roku, który razem z kolegami nieodpłatnie remontował najsłynniejszy gdański pomnik. Następny odcinek Notesu gdańskiego miał wyraźnie obrazoburczy tytuł: Człowiek z żelaza zardzewiał (MP/19, 10.03.1990). Tytułowego bohatera filmu Andrzeja Wajdy, a w rzeczywistości stoczniowca Jerzego Borowczaka ps. Borówa, Wilk znał osobiście jeszcze ze strajku 1980 roku. I to Borowczak miał powiedzieć o sobie, że dziesięć lat po Sierpniu zardzewiał. Korozję sierpniowych ideałów Wilk dostrzegał także w postawach głównych aktorów sceny politycznej, których poznał osobiście na początku lat osiemdziesiątych. Wilk zacytował, a redakcja „Młodej Polski” opublikowała taki oto kąśliwy dowcip na temat Lecha Wałęsy:
- Stosunek Wałęsy do Związku jest odwrotnie proporcjonalny. - To znaczy? - Im Lechu grubszy, tym Solidarność cieńsza.” Podobny w tonie tekst Wilka pod winietą Notesu gdańskiego ukazał się w maju 1990 roku po kolejnej wygranej Lecha Wałęsy w wyborach na przewodniczącego NSZZ „Solidarność” (MP/27, 05.05.1990). Wilk bez zahamowania przywoływał niewybredne etykiety, które w kuluarach zjazdu Solidarności przypinano Wałęsie: „Wódz”, „Ponton”, a w końcu i on sam dołączył się do krytycznego wobec Wałęsy chóru: „- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – powiedział Lech Wałęsa w Oliwii. Może dlatego przewodniczący [pisany małą literą – A.M.] chce usiąść na kilku krzesłach. Mieć dużo krzeseł, to dużo widzieć, ale przecież wiele siedzeń nie można zająć jedną …”

Mathilda Weckler

Od marca do kwietnia 1990 roku, ukazało się na łamach „Młodej Polski” sześć niezwykle ciekawych, na swój sposób osobliwych listów - korespondencji z Berlina Zachodniego, które Wilk podpisywał niemieckim pseudonimem Mathilda Weckler. Podpisywanie tekstu kobiecym imieniem było wyraźnym literackim chwytem kreacyjnym. Wilk nie tylko, że pisał „jako kobieta”, ale nadto pisał list do kobiety („Pamiętasz, upał panował wtedy niemiłosierny, sukienki lepiły się do pleców”) Nie dysponuję bezpośrednim, przedstawionym przez samego pisarza, wyjaśnieniem powodu użycia takiego kamuflażu. Najprawdopodobniej celem użycia takiego środka maskującego była ucieczka, w rozumieniu gombrowiczowskim, od polskości i od stereotypu Polaka – mężczyzny. Wilk, polonista z wykształcenia, często w rozmowach wyrażał fascynację Gombrowiczem. Na ile obserwuję twórczość Wilka, był to bodaj jedyny przypadek zastosowania przez pisarza zabiegu transseksualnego ukrycia. Natomiast proces „oddalania się od Polski” w sensie fizyczno – geograficznym będzie przez Wilka kontynuowany i zakończy się radykalną decyzją o wyjeździe z Polski do Rosji na początku lat dziewięćdziesiątych.

W Liście pierwszym (MP/20, 17.03.1990) Wilk, jako Mathilda Weckler, relacjonował pokaz „300 mil do nieba” w reżyserii Macieja Dejczera, prezentowanego podczas berlińskiego festiwalu filmowego. W korespondencji pojawił się krótki dialog na temat dziecięcych uciekinierów - bohaterów filmu, w którym po raz pierwszy pojawia się w listach Wilka motyw wyjazdu z Polski, czy może szerzej - motyw radykalnej zmiany: „To nie jest film polityczny. Dejczer pokazał uniwersalne tęsknoty małych chłopców, takich malcziszków w krótkich spodenkach. Każdy z nich, trochę jeszcze obsmarkany, marzy o lepszym świecie. W Polsce tęsknią za Szwecją, w Berlinie Zachodnim za Australią… - …a gdzieś na Syberii za Polską – dokończyłam za nią.” Bohaterką Listu drugiego (MP/21, 24.03.1990) jest niezależność i jej dwudziestokilkuletnie ucieleśnienie – mieszkanka Berlina Masza. Zdążyła już zwiedzić pół, świata, zna biegle kilka języków, jest niezależna finansowo, nie należy ani do żadnej partii, ani do żadnego kościoła, robi co lubi i co chce. „Masza buńczucznie ogłasza co rano swą niezależność, która jest nieskazitelna jak biel jajka wyłuskanego ze skorupki.” Czyż nie wolno nam dzisiaj pomyśleć, że w osobie Maszy, pół - Niemki, pół - Rosjanki, nie kryły się tęsknoty i życiowe plany samego Wilka? W dopisku na końcu Listu drugiego Wilk umieścił kluczowe dla całego tekstu zdanie. Słowami piosenki Wolfa Biermanna zapowiadał, „że na prawdziwą emigrację ruszy, jak tu się zacznie nowyj mir”. A przecież właśnie wtedy zaczynał się w Polsce „nowy świat”, Wilk opisywał jego przyjście w Notesie gdańskim!

Realność istnienia Maszy zostanie przez Wilka potwierdzona w obszernym wywiadzie, jakiego w 1998 roku udzielił Tomaszowi Fijałkowskiemu. Wilk wspomniał Fijałkowskiemu o współpracy z „Młodą Polską”, a także przypomniał okoliczności podjęcia decyzji o wyjeździe do Rosji. „Pierwszy raz pomysł wyjazdu do Rosji podsunęła mi Masza Parsgen, córka niemieckiego dziennikarza, wieloletniego korespondenta w Rosji.(…) Kiedy ją poznałem, miała 25 lat i zdążyła już objechać obie Ameryki, ale nadal uważała, że tylko w Rosji żyje się naprawdę [podkreślenie – A.M.]. Spotkaliśmy się w Berlinie (…) Pisałem stamtąd korespondencje do "Młodej Polski" i nie bardzo chciałem wracać do kraju. (…) Jestem więc w Berlinie i Masza nagle mówi: na tyle, na ile cię już poznałam, najlepiej będziesz się czuł w Rosji, ale jedź tam przez Amerykę. Zrobiłem kwadratowe oczy: rodzice wygnani ze Lwowa przez Armię Czerwoną, potem opozycja - wiadomo, antyrosyjska, i teraz ja do Rosji? (…) Pół roku później jestem w Ameryce, na promocji Konspiry, wygłaszam jakieś odczyty. Profesor Alan Mandelbaum, który mnie zaprosił, pyta, co chcę dalej robić. Opowiadam mu o pomyśle na książkę, miała się nazywać: Gdańsk, historia otwarta. (…) Usłyszałem: zmień w ogóle temat. Polska już jest nieaktualna, za parę lat nikt się nią nie będzie interesować. Natomiast jeśli byś się przymierzył do Rosji, masz o czym pisać do końca życia. Przypomniałem sobie wtedy Maszę: drugi trop, drugi sygnał.”

Z Listu piątego (MP/24, 14.04.2011) dowiadujemy się, że oprócz Maszy Wilk poznał w Berlinie środowisko młodych rosyjskich artystów, którymi wyraźnie się zafascynował: „Rosjanie byli cudni.” Innym interesującym motywem, który pojawił się w dwóch berlińskich korespondencjach Wilka jest motyw muru. W Liście trzecim (MP/22, 31.03.1990) Wilk cytuje fragment felietonu Petera Schneidera z Tageszeitung.  Schneider pyta w nim, co zastąpi mur berliński, ale nie ten z betonu, ale ten symboliczny, który dzielił Europę na dwa światy: „Jego runięcie może spowodować kryzys tożsamości w Europie, w której zabraknie dobrej i złej strony, zabraknie kreski oddzielającej białe od czarnego.” Na końcu przywołanych rozważań Schneidera (przypomnę, że jest rok 1990 – A.M.) pojawiło się zdanie: „Czy nie przesuniemy teraz [muru] przeciwko wszystkiemu, co nie jest białe i niemieckie? A w dalszej perspektywie (…) czy nie zbudujemy kiedyś takiej ściany przed islamem?” Metafora muru, ponownie za sprawą Schneidera, powróci w ostatnim z drukowanych na łamach „Młodej Polski” liście Wilka z Berlina - Liście szóstym (MP/25, 21.04.1990), w którym pojawia się ponadto nowy wątek – egzystencjalnej samotności. „To tak jakbyś usiadła okrakiem na murze. Jedna noga z tej, druga z tamtej strony wisi.  Jesteś sama, bo mur wąski, niepodobna na nim siedzieć zgrają. Jesteś sama, a mur ostry, czujesz go głęboko w sobie. Czujesz go w głowie. Potrzeba mocnej koncentracji, by go tam strzaskać…” Innym wartym odnotowania tematem obecnym w berlińskich listach Wilka była manifestowana niechęć czy wręcz fizyczne obrzydzenie do pospolitych i prymitywnych zachowań Polaków. W Liście czwartym (MP/23, 7.04.2011) Wilk-reporter pisał o zatopionym w czarnym błocie „polskim rynku” w Berlinie, na którym nasi rodacy handlowali tanimi polskimi towarami. W tym samym liście pojawia się także informacja o polskich prostytutkach sprzedających się za dziesięć niemieckich marek w blaszanych toaletach. W ostatnim, Liście szóstym Wilk opisuje koszmarną podróż, którą przyszło mu odbyć razem z brygadą robotniczą wracającą do Polski w tym samym co on przedziale kolejowym. „Tuż za granicą odbili pierwszą flaszkę ze słowami: no to jesteśmy u siebie! Potem pili bez przerwy, zagryzając kiełbasą na sucho, czyli bez chleba. Palili śmierdzące papierosy, od których pociemniało w przedziale. Próbowałem przymknąć oczy i przywołać berlińskie obrazy, lecz bełkot po polsku, ze swojskimi kurwami zamiast przecinków, zgasił światła karnawału.”

Ostatni autorski artykuł Wilka - Gdańsk. Historia otwarta ukazał się 23 lutego 1991 roku i był to jego najdłuższy tekst opublikowany w „Młodej Polsce”. Artykuł zaczynał się na pierwszej stronie i towarzyszyło mu pełne ekspresji zdjęcie Pomnika Poległych Stoczniowców autorstwa Mariusza Tomczaka. Druga część artykułu zajęła całą stronę (kolumnę) dziesiątą, gdzie znalazł się nadto mały portret samego Wilka zaciągającego się papierosowym dymem. Artykuł miał być w zamyśle samego Wilka zaledwie konspektem, który miał się rozwinąć w książkowy portret powojennego Gdańska. Wilk planował podjąć „próbę pokazania historii pewnego miasta w Europie Środkowej”. Metodą pracy, podobnie jak przy Konspirze, miała być seria rozmów z wybranymi przez niego wybitnymi Gdańszczanami. Wilk zdradzał kilka imion bohaterów mającej powstać książki: Henio – spawacz ze stoczni, Aram (Rybicki) – jeden z założycieli opozycyjnego Ruchu Młodej Polski, Borówa (Jerzy Borowczak) – protoplasta filmowego Człowieka z żelaza, Grabar – człowiek, który kierował oporem portu gdańskiego przed wojskiem Jaruzelskiego, Prezes (Maciej Płażyński) – założyciel słynnej spółdzielni prac wysokościowych, która dawała pracę dla połowy gdańskiej opozycji. Jakkolwiek był to tylko konspekt, warto zauważyć, że wśród kandydatów do opowieści o Gdańsku zabrakło…Lecha Wałęsy. Tekst powstał w Cambridge w USA, w październiku 1990 roku, podczas wyjazdu Wilka związanego z ukazaniem się amerykańskiego wydania Konspiry. Mimo zapowiedzi, że Gdańsk. Historia otwarta ukaże się na rynku amerykańskim, do wydania książki, niestety, nigdy nie doszło. W artykule - konspekcie wraca wątek dystansu i niechęci Wilka do zachowań stadnych, które opisywał także w listach z Berlina. „…nigdy nie potrafiłem zrobić zajączka na dziedzińcu kościoła Świętej Brygidy [kościoła w centrum Gdańska, który w latach osiemdziesiątych obok funkcji sakralnych pełnił funkcję centrum solidarnościowego oporu. Proboszczem parafii św. Brygidy był znany kapelan gdańskich stoczniowców, śp. ks. Henryk Jankowski – przyp. A.M.], ani też śpiewać w tłumie: ole, ole, ole, ole, my nigdy nie poddamy się…”

Oprócz opublikowanych na łamach „Młodej Polski” tekstów napisanych przez samego Wilka, należy wymienić jeszcze dwa, których Wilk co prawda nie był autorem, ale które powstały z jego inicjatywy i dzięki jego pracy. Myślę o wspomnieniach Jerzego Borowczaka, które Wilk nagrał, spisał, a które ostatecznie zredagował i opublikował we wrześniu 1990 roku Wojciech Turek. Te dwa teksty prawdopodobnie miały być włączone do mającej powstać historii Gdańska. [Jerzy BorowczakBorówa”: Jak rodził się strajk. Wspomnienia Jerzego Borowczaka, inicjatora strajku w sierpniu 1980, (MP/44, 1.09.1990); Jerzy BorowczakBorówa”: Jak zostałem człowiekiem z żelaza. Wspomnienia Jerzego Borowczaka, inicjatora strajku w sierpniu 1980, (MP/45, 8.09.1990.)]

Black ‘n Red

Z wyjazdu do Stanów Zjednoczonych (wrzesień 1990 – luty 1991) Wilk przywiózł jeszcze jeden tekst - autobiograficzny notatnik literacki, który w 1991 roku, w formie małej książeczki zatytułowanej Black ‘n Red, wydało w niewielkim nakładzie Wydawnictwo Gdańskie. Dedykowany tajemniczej Ma Black ‘n Red, to niezwykle intymny tekst, w którym Wilk przesunął swoją prozę poza granicę psychicznego i emocjonalnego ekshibicjonizmu.
W ostatnim z notatnikowych zapisów z lutego 1991 roku głos Wilka osiągnął apogeum dramatyzmu. Był to głos człowieka, który stanął na krawędzi rozpaczy: „Piszesz dla Ma, chociaż wiesz, że nigdy tego nie przeczyta. Miałeś nadzieję, że otworzysz jej drzwi do pokojów dawno nie wietrzonych, gdzie siedzi miś bez ucha, złamany pajac, a książki o Indianach wstydzą się swych zaślinionych rogów. Chciałeś pisać dla niej książki o świecie, do którego nikt poza tobą nie ma klucza; o świecie, który jak Atlantyda, zatonął w tobie wraz ze śmiercią młodszego brata. Chciałeś narysować cienką kreską wzór tapety na ścianie poniemieckiej willi; tapety, pod którą pierwszy raz zobaczyłeś śmierć. Miałeś cztery, może pięć lat i może dlatego nie potrafisz zapomnieć tamtego strachu przed nicością. Wszystkie późniejsze lęki: metafizyczne, egzystencjalne i czysto życiowe były zaledwie słabym odbiciem pierwszej trwogi. Jeszcze potem spekulacja erudycją, co jak jebliwa królica, wciąż nowe rodziła uzasadnienia, nowe tezy. Piszesz dla Ma, choć ona nie istnieje…” Miesiąc wcześniej Wilk zdążył zanotować, że „Ameryka jest znakomitym point of view świata.”  Wyjeżdżając z Ameryki w lutym 1991 roku, Wilk zostawiał za sobą kolejne nadzieje i kolejne złudzenia.

W poszukiwaniu nowego świata

Artykuły Mariusza Wilka, które ukazały się na łamach „Młodej Polski” od jesieni 1989 do wiosny 1991 roku wraz z literackim notatnikiem z pobytu w Ameryce (Black ‘n Red), chociaż objętościowo niewielkie, warte są szczególnej uwagi. Teksty, które powstały w tamtym okresie oddają stan myśli i ducha ich autora przed, a może w trakcie podejmowania ważnych decyzji egzystencjalnych i twórczych. W pierwszej połowie roku 1990 Wilk wyjedzie z Gdańska do Berlina, w drugiej połowie tego samego roku z Gdańska do Stanów Zjednoczonych. Jednakże ani w Gdańsku - Polsce, ani w Berlinie Zachodnim-Europie, ani w Bostonie - Stanach Zjednoczonych Wilk nie odnajdzie swojego „miejsca na ziemi”. Młodopolskie teksty Wilka wyraźnie zdradzają jego rosnące rozczarowanie kierunkiem zachodzących w Polsce obyczajowo-kulturowych przemian. Drażniła go szerząca się bezideowość, panoszące się chamstwo i powszechna pogoń za materialnym bezpieczeństwem. Z niesmakiem odnotowywał przeistaczanie się wcześniejszych „bohaterów walki o wolność i prawdę” w zawodowych, jakże często cynicznych, graczy-polityków. Wilk, etymologiczny samotnik i indywidualista, wyznał w tamtym okresie, że „poczucie wspólnoty, utożsamianie się z grupą, ze zbiorowym podmiotem przeciwstawionym najróżniejszym „onym” od początku budziły moją nieufność.”

W roku 1990 Mariusz Wilk miał trzydzieści pięć lat, mieszkał, choć lepiej było powiedzieć pomieszkiwał w Gdańsku w wynajmowanym mieszkaniu, nie miał stałych dochodów, sporo pił i palił, żył w pojedynkę. Świat, na który czekał, o który się upominał, i za który zapłacił cenę wielokrotnego więzienia nie nadszedł. Wilk wydawał się być zagubiony, rozgoryczony, psychicznie rozchwiany i bliski autodestrukcji. „Jeszcze nie tak dawno – cytuję notatkę Wilka ze stycznia 1991 roku - żyłem wewnątrz polskiego wrzodu, który nabrzmiewał we mnie żółcią. Dzisiaj jest to już tylko furuncle na dupie, pozostałości zbyt długiego siedzenia w jednym miejscu, wciąż w tej samej pozycji.” (Black ‘n Red).  A kilka stron dalej dopowie: „Polska, która przez tyle lat była dla mnie pępkiem świata, dzisiaj jest jednym z mniej istotnych punktów na mapie.” Szczęśliwie w miejsce utraconej nadziei, w roku 1990 pojawiła się nowa. To na łamach „Młodej Polski”, w korespondencjach z Berlina Zachodniego, po raz pierwszy na egzystencjalnym i literackim horyzoncie poznawczym Wilka pojawiła się Rosja. Rosja jako cel kolejnego wyjazdu, jako, kiełkujący na podglebiu kontestacji polskiej
i zachodniej rzeczywistości, nowy pomysł na życie.

Warto zauważyć, że teksty Wilka drukowane w „Młodej Polsce” wyraźnie zapowiadają kierunek jego dalszych, literackich poszukiwań formalnych. Młodopolska publicystyka Wilka wyraźnie eksploatowała gatunki stojące na pograniczu publicystyki informacyjnej i prozy, takie jak felieton, wywiad, reportaż, list czy esej. Chwilami można odnieść wrażenie, że sama „informacja” jest co najwyżej pretekstem do uruchomienia kreacji literackiej. Kiedy czyta się wybrane odcinki Notesu gdańskiego czy korespondencji z Berlina Zachodniego, które przybierają formę quasi reportażu, powracają słowa Kazimierza Wyki, który w Pograniczu powieści napisał: „reportaż jest wyprzedzeniem prozy powieściowej ku tematom, które jeszcze nie podlegają przetworzeniu artystycznemu, jeszcze są zbyt bliskie, ażeby posiąść wobec nich dystans, domagają się jednak wyrazu i zapamiętania.” Wilk był jednak niecierpliwy. Jego „przetworzenie artystyczne” następowało zaraz, natychmiast, bez postulowanego przez profesora Wykę niezbędnego dystansu. Może więc nie warto mówić o młodopolskich tekstach Wilka jako o publicystyce?

W Liście pierwszym z Berlina Zachodniego Wilk posłużył się metodą, czy może raczej zabiegiem literackim polegającym na bezpośrednim, bez tłumaczenia na język polski, użyciu słów rosyjskich w zasadniczym tekście polskim. Ta metoda, której celem była szczególna ekspozycja, nieprzetłumaczalnego na język polski, brzmienia i znaczenia słowa – pojęcia, będzie przez Wilka rozwijana i eksploatowana w jego kolejnych, pisanych już w Rosji książkach. Rosyjskie słowa wtopione w polskie zdania staną się rozpoznawalnym znakiem stylistyki Wilka. Nachylając się nad warsztatem literackim Wilka warto docenić jego duży talent w portretowaniu postaci. W zaledwie kilkunastu młodopolskich artykułach Wilka przewinęło się kilkadziesiąt barwnych postaci. Zainteresowanie ludźmi nie jest u Wilka w jakikolwiek sposób związane z ich statusem społecznym czy majątkowym, wręcz przeciwnie. Interesują go ludzie, którzy, nade wszystko, są prawi, prostolinijni, odważni, ale też twórczy i aktywni życiowo.

Obecność artykułów Mariusza Wilka na łamach tygodnika katolickiego o prawicowym profilu ideowym było niewątpliwie świadectwem szerokiego otwarcia redakcji „Młodej Polski” na różne od jej własnych poglądy i estetyki. Jak się jednak okazało, pojawiła się granica tej otwartości. Redakcja odmówiła wydruku tekstu, w którym Wilk afirmatywnie - jak twierdziła redakcja - pisał o zachodnioberlińskich homoseksualistach.

 ***

Wydaje się, że na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku Mariusz Wilk intensywnie szukał dla siebie takiego miejsca, z którego w nieskrępowany sposób mógłby jednocześnie i obserwować, i opisywać świat. Ten wewnętrzny, i ten zewnętrzny. Prawdopodobnie, takim miejscem miał być dla Wilka Gdańsk, być może Berlin Zachodni, może któreś z miast w Ameryce Północnej. Z Gdańskiem Wilk był jednakże zanadto związany, uwikłany relacjami z ludźmi i miejscami. Berlin, a później Ameryka (Black ‘n Red) były ciekawe, chwilami fascynujące, ale kulturowo i cywilizacyjnie zanadto odległe, tym bardziej, że Wilk nie znał biegle ani niemieckiego, ani angielskiego. Jak się wkrótce okazało, takim miejscem na ziemi, gdzie udało się Wilkowi pokonać sprzeczności pomiędzy wertykalnym i horyzontalnym wymiarem życia i poznania, okazała się Rosja.

Czytając Wilczy notes, Wołokę czy kolejne napisane w Rosji książki jednego z najbardziej interesujących i oryginalnych współczesnych polskich pisarzy, warto pamiętać, że rodzącą się w roku 1990 fascynację Rosją, Mariusz Wilk – wówczas życiowy liberał i anarchista – odnotował po raz pierwszy – o paradoksie! – na łamach katolickiego i konserwatywnego tygodnika „Młoda Polska”.


Artykuł ukazał się w styczniu 2012 roku w piśmie Twórczość (Nr 1 /794/, styczeń 2012)

Foto: Mariusz Tomczak